w drodze

  Jadę prawie 100 na godzinę, odmawiając Koronkę do miłosierdzia Bożego i myśląc co powiem policji jeśli zatrzyma mnie za przekroczenie prędkości. – Po prostu powiem im, że spieszę się do umierającego człowieka – postanawiam. Ale najpierw muszę zajechać po Ksawerego. Dzwoniłam, przygotuje oleje, pojedzie ze mną. ” Kontynuuj czytanie

zasiew

  Z całego wielkiego naręcza polnych maków, które przywiozłam zeszłego lata, wyrósł jeden. Tyle pracy kosztowało mnie zrywanie kwiatów po pas w zbożu, tyle cierpliwości aż wyksztalcą się makówki, tyle dłubaniny żeby wyłuskać drobniutkie ziarenka. A potem jeszcze suszenie, rozsypywanie tu i tam. Kilogramy wiary i nadziei, że Kontynuuj czytanie

blask luksusu

  Kiedyś opisałam tu historyjkę sprzed lat opiewającą jak mój mąż kupił kozę i w jakie osłupienie wprawił tym naszych bliskich i znajomych. Wszyscy dopytywali wielce zaaferowani: a gdzie będzie stała? a co będzie jadła? i kto ją będzie doił? Mężulek miał ubaw po pachy, bo koza była Kontynuuj czytanie

wyrastanie

    Lubię deszcz w nocy. Szeleści cicho jak folia zgniatana w dłoni, delikatnie przesącza się przez sen i jawę, rozmazuje kontury między tym, co jest i co się tylko mami. Lalcia zbiega z góry. – Nie mogę spać, deszcz bębni – zgłasza. Tłumaczę jej po raz kolejny, Kontynuuj czytanie

kolory dzieciństwa

  Nigdy nie narzekałam na czasy mojego dzieciństwa. Obiektywnie rzecz biorąc nie były różowe, ale jako dziecko odbierałam je inaczej. Przecież i tak nie wiedziałam, że może być lepiej, bardziej kolorowo, bardziej dostatnio, więc cieszyliśmy się tym, co było, jakby to była jedyna możliwa rzeczywistość. I dla nas Kontynuuj czytanie

prosta wiara

Wracam z pracy. Moje srebrne autko mknie najpierw ulicami rodzinnego miasta, potem kawałek trasą szybkiego ruchu, a na koniec skręca obok kapliczki św. Andrzeja Boboli i już niespiesznie toczy się przez jedną wioskę, mija las, pola, aż dociera do naszej wsi. Po drodze, codziennie mijam te same kapliczki Kontynuuj czytanie