nocna podróż

  Jadę nocą do domu. To metafizyczne doznanie. Jestem wtedy tak blisko granicy. Jest ciemno, siąpi deszcz, a z naprzeciwka pędzą inne auta; osobowe i tiry. Ich światła rozmazują się na zapłakanej szybie, kłują w oczy. Pomiędzy jednym a drugim taktem wycieraczek świat zanika za srebrną zasłoną, jakby Kontynuuj czytanie

zmysł

  – Cytryna – wykrzykuje mała dziewczynka. Mały nosek przyciska się do żółtej pachnącej skórki. – To szyszka! – mówi chłopiec, obracając cacko w rączkach. Wyjmuję wszystko po kolei z mojego pudełeczka. I suche szeleszczące liście, i gałązkę mięty, i skórkę pomarańczy, i żołędzia, kawałek tui, a na Kontynuuj czytanie

karawan:)

  Mężulek szuka usilnie auta dla naszych córek, aby mogły być bardziej mobilne w mieście akademickim. – Nie, ten nie – tłumaczy wskazując na kombi – za duży. – To znaczy jaki? – Tam z tyłu jeszcze dwie trumny się zmieszczą – jakże poglądowo tłumaczy auto-ekspert. Szukamy dalej. Kontynuuj czytanie

wakat

  W związku ze zniknięciem Hani, w domowych pieleszach nie może pozostać luka. Bo dom jak i przyroda, nie znosi próżni. I tak oto wakat na stanowisku pomywacza zlewowego trafił się osobie jedynej możliwej:) – Tylko mi wrzućcie łyżeczki po kawie do zlewu – z groźną miną wygłasza Kontynuuj czytanie

obwieszczenie drobne:)

  – Ja już przeszłam do jesieni – oznajmiła nam wczoraj córka najmłodsza. Oznajmiła kategorycznie i nieodwołalnie. Mimo upałów na zewnątrz i wieszczych przepowiedni tatusia, że „zapowiadają, że i wrzesień ma być upalny”. – A ja i tak już przeszłam do jesieni – powtórzyła. Zresztą nie tylko ona Kontynuuj czytanie

nadzieja

  Bieszczady – mimo, że wybraliśmy je ze względu za ich niewysokość i łatwość tras – jednak nie przypadły do gustu mojemu mężowi. Owszem, ładne, lecz wolał je oglądać z okna kwatery lub auta. Ale żeby zaraz się wspinać po jakichś kamieniach i schodach, to już lekka przesada;) Kontynuuj czytanie

galeria

  Udało się. Uprałam wszystko, co wróciło wraz z nami z wypadu w góry. A były tego całe góry:) A teraz siedzę sobie zupełnie spokojna na fotelu brazylijskim powieszonym pod osikami i słucham jak nade mną Aniołowie z hukiem przetaczają beczki po brukowanych uliczkach nieba:) – Niech sobie Kontynuuj czytanie

Bieszczady

  – Ale coś się dzieje? Coś kogoś boli? – słyszymy zirytowany głos kobiety. Stoi na szlaku w lesie i przemawia motywująco do swoich dzieci i męża. – Może chociaż dojdźmy do końca lasu i zobaczmy połoninę – zachęca jęczącą gromadkę. Przechodzimy właśnie obok, już w dół z Kontynuuj czytanie