* * *
wczoraj, dziś, jutro
Tydzień temu… Zanim otworzę oczy, już wiem co się stało. Słyszę jak mój mąż na ganku głośno tupie. Śnieg !!! – myśl jak jasna strzała przeszywa ostatni kadr snu. I otwieram oczy. Planowałam pospać dłużej żeby odespać tygodniowy deficyt powstały z porannego wstawania i mozolnego zasypiania z Kontynuuj czytanie
8 grudnia
Stoimy na mszy, za oknami kościoła ciemny już wieczór, w środku – stłumiony blask świec, pozłacanych ram, anielskich skrzydeł. Sączą się strumieniem słowa liturgii jak sączy się krew ze zranionego boku. Ciepło, znane twarze, obok mój kochany mąż, we mnie wdzięczność. Dziś święto Matki i słońce cały Kontynuuj czytanie
światełka w oknach
Już poręcz schodów zdobna w zieloną girlandę, a na ścianie pyszni się własnoręcznie robiony wieniec ze złotych szyszek, raz po raz coś szeleści tajemniczo. To pewnie prezenty, bo u nas Mikołaj – ze względu na gawiedź studencką – przychodzi deczko wcześniej. Z soboty na niedzielę. Tak, tak. Kontynuuj czytanie
puchate myśli
Po całym trudnym tygodniu, po pracowitej sobocie, w ciepłym świetle lampki, zawinięta w puchaty kocyk leżę na kanapie. Za mną Nusia czyta „Władcę pierścieni”. Ogromną książkę podtrzymuje jedną ręką, a drugą – głaszcze mamusię. – Ach, króliczki bengalskie* są takie wrażliwe – mówi ze śmiechem w głosie. Kontynuuj czytanie
litania wdzięczności
Od dwóch tygodni jesteśmy z mężem na detoksie cukrowym. Zero cukru w każdej postaci. I po tych kilku dniach, gdy jem na śniadanie zwykłą bułkę z pasztetem, czuję, że zarówno bułka jak i mięso są słodkie. Mój zmysł wyostrzył się tak bardzo, że wyczuwa każdą słodycz. Kontynuuj czytanie
przygotowania pełną parą
Skutkiem przyjmowania chemii jest to, że Miś siwieje na potęgę. – Będziesz jak święty Mikołaj – mówię, gdy opowiada mi o innych pacjentach z tej samej kolejki, po ten sam lek. – Mają nawet siwe brwi i rzęsy? – pytam. – Tak, białe jak mleko – odpowiada Kontynuuj czytanie

