Już poręcz schodów zdobna w zieloną girlandę, a na ścianie pyszni się własnoręcznie robiony wieniec ze złotych szyszek, raz po raz coś szeleści tajemniczo. To pewnie prezenty, bo u nas Mikołaj – ze względu na gawiedź studencką – przychodzi deczko wcześniej. Z soboty na niedzielę. Tak, tak. Kontynuuj czytanie
puchate myśli
Po całym trudnym tygodniu, po pracowitej sobocie, w ciepłym świetle lampki, zawinięta w puchaty kocyk leżę na kanapie. Za mną Nusia czyta „Władcę pierścieni”. Ogromną książkę podtrzymuje jedną ręką, a drugą – głaszcze mamusię. – Ach, króliczki bengalskie* są takie wrażliwe – mówi ze śmiechem w głosie. Kontynuuj czytanie
litania wdzięczności
Od dwóch tygodni jesteśmy z mężem na detoksie cukrowym. Zero cukru w każdej postaci. I po tych kilku dniach, gdy jem na śniadanie zwykłą bułkę z pasztetem, czuję, że zarówno bułka jak i mięso są słodkie. Mój zmysł wyostrzył się tak bardzo, że wyczuwa każdą słodycz. Kontynuuj czytanie
przygotowania pełną parą
Skutkiem przyjmowania chemii jest to, że Miś siwieje na potęgę. – Będziesz jak święty Mikołaj – mówię, gdy opowiada mi o innych pacjentach z tej samej kolejki, po ten sam lek. – Mają nawet siwe brwi i rzęsy? – pytam. – Tak, białe jak mleko – odpowiada Kontynuuj czytanie
nocne spacerki
Posiadam jakiś ósmy zmysł, w który pewnie wyposażonych jest wiele matek. Otwieram oczy w ciemności natychmiast, gdy się zjawia obok. Staje tylko jak duch, nie dotyka mnie, nic nie mówi, patrzy, a przycisk w moim mózgu natychmiast się włącza. Otwieram oczy. – Na górze mysz szubruje – Kontynuuj czytanie
Julia
Tak miło słyszeć jej śmiech. Po tym wszystkim, co przeszła. Rozwód rodziców i ciągle awantury w domu, siedem lat ciężkiej choroby mamy, bezsenne noce, czuwanie, konflikty z ojcem, w końcu śmierć mamy. A teraz słyszę jej perlisty śmiech z poddasza. Ona, jej narzeczony i Ala oglądają Kontynuuj czytanie

