ocalanie

  Stoję przed lustrem w łazience, rozplątuję koczek, wyjmuję jakąś suchą gałązkę z jasnych włosów. Właśnie wróciłam z mężem ze starego sadu za drogą, który zaniedbany i zostawiony samopas przez ostatnie dziesiąt lat, zdziczał i zmienił się w nieprzebyty gąszcz. Teraz jest nasz i kawałeczek po kawałeczku, wieczorami Kontynuuj czytanie

lipiec

Koniec lipca. Czas żniw, co jak młyn huczą od rana do zmierzchu, czas dziewanny, wrotyczu i uśmiechu wczesnych jarzębin, czas wylotu młodych ptaków z gniazd. Dla nas to także czas budowy warsztatu, która zagarnia powoli całe podwórko i większość myśli mojego męża i syna; czas wysiewania rumianów i Kontynuuj czytanie