Ludzie kiedyś wiedzieli co się dzieje w ich rodzinnej wsi, może czasem we wsi lub miasteczku obok, ale to już pobieżnie i nieszczegółowo. Nie przeżywali wojen „nie swoich”, snu z powiek nie spędzały im zamorskie epidemie, nie docierały do nich odgłosy wybuchu wulkanów nieznanych, nie rachowali ofiar Kontynuuj czytanie
powrót do domu
Oczywiście nie obyło się bez tzw. „przeciwności losu”, bo jechać na nasze krótkie wakacje mieliśmy już tydzień wcześniej. Lecz nagle, w ostatniej chwili duże auto rodzinne zaczęło szwankować, domagając się interwencji mechanika. – To może pojedziemy mniejszym, a Adasia zostawimy w domu – zaproponował tata. – Nie Kontynuuj czytanie
lipiec
Koniec lipca. Czas żniw, co jak młyn huczą od rana do zmierzchu, czas dziewanny, wrotyczu i uśmiechu wczesnych jarzębin, czas wylotu młodych ptaków z gniazd. Dla nas to także czas budowy warsztatu, która zagarnia powoli całe podwórko i większość myśli mojego męża i syna; czas wysiewania rumianów i Kontynuuj czytanie
chwila
Wybrać miejsce zupełnie przypadkowe, kierując się tylko kompasem serca. Za zwichrowaną szopą, tuż przy stodole, przy jej słonecznym boku. Usiąść na byle czym, jakaś resztka deski, płyty z rozbiórki starego budynku po dziadkach. Tu się modlić w ukryciu. Zbiec mężowi i dzieciom, wszystkim sprawom dużym i małym, nieważkim Kontynuuj czytanie
przejście
Tak cicho. Umarła. Dostałam sms-a dziś rano od Julii. „Mama umarła” Tak cicho. Ulga. Nareszcie. Po znoju dnia zasnęła zmęczona. A jeszcze wczoraj wieczorem, jadąc na mszę śpiewałam cichutko jak kołysankę: Dla Jego bolesnej męki… Dla niej śpiewałam, licząc, że usłyszy podłączona pod aparaturę na szpitalnym łóżku, gasnąca. Kontynuuj czytanie

