lipiec

Koniec lipca. Czas żniw, co jak młyn huczą od rana do zmierzchu, czas dziewanny, wrotyczu i uśmiechu wczesnych jarzębin, czas wylotu młodych ptaków z gniazd. Dla nas to także czas budowy warsztatu, która zagarnia powoli całe podwórko i większość myśli mojego męża i syna; czas wysiewania rumianów i Kontynuuj czytanie

chwila

Wybrać miejsce zupełnie przypadkowe, kierując się tylko kompasem serca. Za zwichrowaną szopą, tuż przy stodole, przy jej słonecznym boku. Usiąść na byle czym, jakaś resztka deski, płyty z rozbiórki starego budynku po dziadkach. Tu się modlić w ukryciu. Zbiec mężowi i dzieciom, wszystkim sprawom dużym i małym, nieważkim Kontynuuj czytanie