spacer

  Dni są coraz dłuższe i gdy wracam do domu po pracy jest jeszcze naprawdę parę chwil, by wyjść do sadu i poszwędać się między drzewami, zasłuchać w ciszę, zapatrzeć w śliczne drobiazgi rozsiane wokół stóp. Jest jeszcze dużo czasu, by okryć się błękitem nieba, pogłaskać aksamitne futerko Kontynuuj czytanie

zaczarowany tydzień

  I oto znów jest czwartek, jutro piątek i… dzieci przyjeżdżają do domu:) Szykuję gary największe, najulubieńsze potrawy planuję, cieszę się na każdą sekundę nadchodzącego weekendu. Bo… gdy się dobrze poczaruje, tydzień w pracy trwa 5 dni, a weekend – sto lat. Godziny w pracy biegną jak rącze Kontynuuj czytanie

otwieranie oczu

  Nasze serca uczą się bardzo szybko wdzięczności i dostrzegania najmniejszego dobra i piękna, jakie daje nam Bóg. Najpierw widziasz tylko to, co wielkie, spektakularne i co przyciąga oczy, lecz z czasem dostrzegasz układ pióropusza trawy czesanego wiatrem, kropelkę deszczu lśniącą jak diament, uśmiech na dnie oczu drugiego Kontynuuj czytanie

zmiana

  Czasem wyraźnie czuję, że On coś kombinuje, że zaczyna się jakiś zakręt, szykuje jakaś zmiana. On powoli przestawia parametry i dane na komputerze, niezbyt gwałtownie, prawie niepostrzeżenie wprowadza nowe współrzędne w nawigacji pokładowej. Udaję, że tego nie widzę. Nie przeszkadzam Mu. Zastanawiam się tylko co się wydarzy Kontynuuj czytanie

zaopiekowana kruchość

  Na początku tej historii zobaczyłam go chyba na wycieraczce. Naszej czerwonej wycieraczce w koty. Leżał przy drzwiach jakby nieco zaskoczony co on tu robi. Potem przewędrował – nie wiedzieć jak – bardziej w głąb domu. Po dywaniku w paski, prawie do salonu. Spryciarz:) Pewnego dnia znalazłam go Kontynuuj czytanie

niebieskie miejsce

  Zastanawiam się czasem nad fenomenem tego miejsca. Ono tak przyciąga ludzi i tak szybko i od pierwszego wejrzenia się w nim zakochują. Każdy wyraża to nieco inaczej. Jedni mówią o pokoju, jaki tu czują; drudzy, że to miejce, gdzie naprawdę odpoczywają i ładują baterie, opowiadają o ciszy Kontynuuj czytanie

Bóg z nami

  – Przecież Jestem – powiedział mi ostatnio, gdy biegałam wokół spraw wielu, tracąc chwilami oddech i pewność czy dobiegnę do końca. „Przecież Jestem” – powiedział nagle, tak w połowie drogi między kuchnią a salonem, zwyczajnego dnia tygodnia, bez zapowiedzi, trąb cherubów i ognistych krzewów… I to wystarczyło. Kontynuuj czytanie