sakrament

– Niech pani zobacy – mały Oliwier otwiera swoją łapkę. Na jej dnie coś lśni błękitnie. – Ojej, jakie piękne – zachwycam się, biorąc w rękę dość duży kryształ – Skąd to masz? – Znalazłem na podwórku. I jeszcze drugi, zielony. – To pewnie szkiełko – mówię – Kontynuuj czytanie

wylanie

– Mamuś, jakie mogę wziąć kwiatki do wazonu? – pyta córka studentka spakowana już prawie do wyjazdu. – Tulipany już przekwitają, zresztą nie dojadą ci bez wody – rozważam – Chodź, zobaczymy – mówię, biorąc nożyczki – Coś znajdziemy. I znajdujemy: gałązki tawuły szarej tak obsypane kwieciem, że Kontynuuj czytanie

Kuferek

Na któreś urodziny ( x lat temu) dostałam kuferek. Nadal go mam , a raczej miałam. Ostatnio szukając coś w nim, wyjęłam go z szuflady , a potem nie myśląc za długo włożyłam go byle jak na miejsce i zamknęłam szufladę. Na tamten moment osiągnęłam szybko swój cel. Kontynuuj czytanie

naglące wezwanie

  Mam takie stare obrusy i serwety, na które podczas zapalania świecy, upadł odłamek płomienia. Są poznaczone tu i tam drobnymi przepalonymi dziurkami. Nie wyrzucam ich. Jest jakiś urok w tym, że życie rodzinne zapisuje się na nich w ten sposób. *  *  * W moim życiu bywało Kontynuuj czytanie

bajeczka o ziarnku grochu

  W trakcie lekcji słyszę z torby sygnał przychodzącego sms- a. Nie mogę odebrać od razu, bo akurat roztaczam przed maluchami obrazy słowno- gestykulacyjne, które mają im przybliżyć dzisiejszy temat. Gdybym teraz przerwała i sięgnęła do torby, czar by prysł. A co gorsza – dzieci, które od paru Kontynuuj czytanie

wolny dzień

Mam dzień wolny. Mąż zawiózł dziewczynki do szkoły, a ja wyskoczyłam z łóżka, uchyliłam okno, zrobiłam kawę w moim kubeczku z dzikimi bratkami i spowrotem wskoczyłam pod kołdrę. Mam dzień wolny. Leży przede mną jak rozłożona księga z czystymi kartkami, na przestrzał gotowa, by ją zapełnić. Oczywiście „wolny” Kontynuuj czytanie

połamany las

  Po ostatnim kwietniowym ataku zimy, okoliczne lasy wyglądają jak kaleki. Sterczą kikutami obłamanych gałęzi, straszą niezabliźnionymi ranami, niebezpiecznie pochylone, przygarbione nad ścieżkami olbrzymy gotowe runąć przy kolejnym podmuchu wiatru. Skrzypią, skarżąc się nad głowami przechodzących. Wiele z nich już nigdy nie wróci do pionu, wiele jest skazanych Kontynuuj czytanie

ostatnia chwila

  Przyjechał Max z workiem muszli, zapaleniem nerwu w stopie, ogorzałą twarzą i opowieściami. Był z kumplami na kajakach w Rumunii. Szalona męska wyprawa. Pięciu rosłych panów w malutkim autku, na dachu bagażnik dachowy, a za nimi przyczepka z czterema kajakami i bagażami. Kilkanaście godzin podróży, a potem Kontynuuj czytanie