Jak zostałam Indianką, czyli bam-boo day (odc. 19)

„Nigdy wcześniej jej takiej nie widziałem. (…) Było cudownie i trochę strasznie widzieć ją taką.”*- mógłby skomentować za książkowym Ulfem dzisiejszy dzień któryś z moich Chłopców. Takich pomysłów to dawno nie miałam. Zupełnie niespodziewanie odwiedziła nas dziś beztroska zabawa i radość wymiatając z naszego domu smutek, tęsknotę, brak Kontynuuj czytanie

Pociesz mnie!, czyli bam-boo day (odc. 17)

Ta opowieść zaczęła się dzień wcześniej. Dzień jakiś nie taki. Nowy rower, który chciałam, żeby był źródłem radości dla Pierworodnego okazał się przyczyną klasycznego koziołka przez kierownicę (zanim zdążyłam poinstruować syna o zasadach działania hamulca przedniego, którego w poprzednim rowerze nie miał), a co za tym idzie płaczu, Kontynuuj czytanie

Ja chyba umrę z wrażenia, czyli bam-boo day (odc.15)

To tytułowe zdanie pojawiło się z samego rana na ustach Pierworodnego. Siedział w piżamach razem z Ostatniorodym przyklejony do szyby okna. Niedługo po tym jak obudził mnie słowami: „Mamo, mamo, śnieeeg! Biało! Wstań założyć mi soczewki, żebym lepiej widział”. Pomyślałam, że pewnie lekko przyprószyło, czego nawet nie doświadczyliśmy Kontynuuj czytanie

Urodzić się, by służyć i być szczęśliwym, czyli bam-boo day (odc. 12)

Zaplanowałam na dziś inny tekst. Nie ucieknie on jednak mam nadzieję. Dzień przyniósł inne refleksje, które kipią mi w głowie. Wiele się tam z resztą kotłuje myśli ostatnio. Pomysły na wpisy wylewają się ze mnie ostatnio, ale nie udaje mi się ich przelewać na internetowy papier, a już Kontynuuj czytanie