Jak zostałam Indianką, czyli bam-boo day (odc. 19)

„Nigdy wcześniej jej takiej nie widziałem. (…) Było cudownie i trochę strasznie widzieć ją taką.”*- mógłby skomentować za książkowym Ulfem dzisiejszy dzień któryś z moich Chłopców. Takich pomysłów to dawno nie miałam. Zupełnie niespodziewanie odwiedziła nas dziś beztroska zabawa i radość wymiatając z naszego domu smutek, tęsknotę, brak Kontynuuj czytanie

Już i zanim, czyli bam-boo day (odc. 18)

Dawno nas tu nie było w takiej formie, czyli dziś tekst z cyklu bam-boo day. A co! Jest walka pomiędzy zwyczajną późnowieczorną, choć krótką sjestą, a Słowem Bożym, które pcha do klawiatury. Niech więc Ono prowadzi, bo mój stan (fizyczny i psychiczny) nie pozwala na przejęcie kierownicy. Siadam Kontynuuj czytanie

Jeden grosz, czyli jak rok temu zaczął się blog…

Myślałam czy i co napisać z okazji tego dnia. 19.06.2020. Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa. Dokładnie rok temu powstał pierwszy wpis wspominający to, co stało się dwa lata temu. MNM był już po operacji. Jego życie wisiało na włosku. Do rąk dostałam diagnozę zapisaną czarno na białym. Pamiętam ten Kontynuuj czytanie

Lubię rzeczy. Czy tak można?

Spotkanie u Przyjaciół. Na stolik wjeżdża kawa. W filiżance. Jednej z tych ze zdjęcia głównego. Cieszę się spotkaniem, rozmową, choć przerywaną, bo dzieci, ciepłą (!) kawą. I filiżanką, która moim oczom się podoba umilając tą chwilę. A potem w domu przychodzą pytania. Czy minimalista może lubić rzeczy? A Kontynuuj czytanie

Powrót do przeszłości

Wyjechaliśmy! „Ja chyba śnię, że tu jesteśmy”- komentuje czasami ten fakt Pierworodny. Od dwóch lat nie wyjeżdżaliśmy dalej i na dłużej. Jesteśmy w moim rodzinnym mieście, w którym od prawie piętnastu lat nie mieszkam. Ostatnio przyjechaliśmy tu dokładnie dwa lata temu. Z MNM. Po kilku dniach pojechał na Kontynuuj czytanie

Trening obumierania [Z okazji 7. rocznicy, której nie ma]

Dziś mija siedem lat od naszego ślubu. Wspominałam ten dzień niedawno. Nie oglądnę dziś po raz pierwszy naszego ślubnego albumu ani nie obejrzę przysięgi ślubnej. Nie dam rady. Z trudem przyszło mi oglądnięcie filmiku, który MNM zostawił na wypadek, gdyby stało się to, co się stało. Tym podobnych Kontynuuj czytanie

Codzienność, która cieszy

Dziś piątek. Dzień postu. O tym jak odróżniam wstrzemięźliwość od postu już pisałam. Będzie znowu o jedzeniu, ale w innym kontekście. O posilaniu ciała, które jest dla mnie symbolem każdej powszedniej czynności. Czynności, która może być przyczyną radości. Czy codzienność, ta szara- jak o niej mówimy- może cieszyć? Kontynuuj czytanie

Pociesz mnie!, czyli bam-boo day (odc. 17)

Ta opowieść zaczęła się dzień wcześniej. Dzień jakiś nie taki. Nowy rower, który chciałam, żeby był źródłem radości dla Pierworodnego okazał się przyczyną klasycznego koziołka przez kierownicę (zanim zdążyłam poinstruować syna o zasadach działania hamulca przedniego, którego w poprzednim rowerze nie miał), a co za tym idzie płaczu, Kontynuuj czytanie