On umarł ale ja żyję… chcę żyć.

Kiedy miałem jedenaście lat, zmarł mój tata. Umarł w nocy, kiedy wszyscy spaliśmy. Rano, kiedy usłyszałem krzyk mamy chcącej obudzić tatę, podniosłem się z łóżka i zobaczyłem jego twarz, całkiem siną. Nie reagował. Krzyki usłyszał sąsiad, przybiegł i próbował robić mu masaż serca. Początkowo nie płakałem, nie krzyczałem, Kontynuuj czytanie

I belong to You… God [modlitwa]

Mieliśmy pływać z Chłopakami łódką (MNM niecały rok przed chorobą zrobił kurs i dostał patent żeglarski). Mieliśmy się razem zestarzeć. Ja piłabym ciepłą herbatę z miodem i cytryną, a MNM przeczytałby te wszystkie książki, które kupował po to, żeby dopiero wtedy je otworzyć (tak się tłumaczył, kiedy złościłam Kontynuuj czytanie

Trening obumierania [Z okazji 7. rocznicy, której nie ma]

Dziś mija siedem lat od naszego ślubu. Wspominałam ten dzień niedawno. Nie oglądnę dziś po raz pierwszy naszego ślubnego albumu ani nie obejrzę przysięgi ślubnej. Nie dam rady. Z trudem przyszło mi oglądnięcie filmiku, który MNM zostawił na wypadek, gdyby stało się to, co się stało. Tym podobnych Kontynuuj czytanie

Początek żałoby. Między bólem a odwagą, pomiędzy życiem

  Choć minęło już około 5 miesięcy, jak wczoraj mam ten obraz. To był strasznie trudny okres, to był czas trochę lżejszy niż wiele z przeszłości, choć jednak powiązany w pewien sposób z tymi minionymi. Zapętlałem kilka rockowych ballad, serce uspokajało się tylko na chwilę.